wtorek, 9 lutego 2016

III Odrętwienie

Pomimo, że tak bardzo się starał i znał internet od zawsze nie mógł jej znaleźć... Jak by Lydia nigdy nie istniała. Żadnego facebook, instagrama, twittera, bloga.. Nic a nic. To było przerażające.. Pierwszy raz trafił na osobe, o której nie mógł znaleźć żadnej mikroskopinej informacji. A przecież internet zawierał wszystko. Będzie musiał poszukać jej w szkole, tak to jedyny plan na który go stać w tej sytuacji.
Zmęczony tym całym dniem postanowił położyć się spać. Tej nocy, znowu miał koszmary. To dziwne, ale w krainie snów stawał się całkowicie innym człowiekiem. Tak jak by każdej nocy umierał odnowa. To było przerażające przeżycie. To dziwne, ale wiekszość snów powtarzała sie przez około miesiąc by mogł go zastąpić nowy, z nową osobą i nowym rodzajem śmierci. A wszystko działo się wtedy, gdy już wcale nie był przerażony swoim snem, kiedy wiedział co myśli i czuje osobą, która był on sam w śnie. Kiedy już wiedział, jak mógł by temu zapobiec...
Tym razem sen był monotonny. Pracował w biurze. To nic, że nie wiedział za bardzo co on, a raczej postać którą był, robiła. Przeglądał jakieś mało dla niego znaczące papiery, poprawiał coś, pisał, odbierał telefony, zapisywał ludzi na spotkanie. Taaa, życie sekretarza zdecydowanie mu nie przypadło do gustu. W końcu pod koniec żmudnego dnia pracy dostał sms. Był to sms od kogoś do kogo czuł niezwykłą troske i dziwny rodzaj miłości. "Pamiętaj, kocham cie za to jaki jesteś, nigdy się nie zmieniaj dla jakiegoś dupka. Jestem z tobą". Uradowany tym sms'em jak najszybciej skończył robote i wybiegł z biurowca. Cóz, wbiegając prosto pod koła ciężarówki... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo tego, że dzieje się to w ułamku sekundy ty widzisz wszystko klatka, po klatce. Jak w zwolnionym tępie. Czujesz, że przód ciężarówki z impetem uderza w twoje ciało (a raczej ciało w którym się znajdujesz), odrzut jest tak mocny, że przelatujesz na przeciwległy pas, gdzie mocno uderzasz głową w kraweżnik. I w sumie.. Tak to się kończy. Nie czujesz już żadnej więzi z ta postacią. Wiesz, że jej nie ma, ale zamkniety w jej ciele dalej odczuwasz ten niemiłosierny ból i patrzysz jak wszystko w koło reaguje. Ludzie, auta, jeszcze wiecej ludzi, a w ich oczach strach, obrzydzenie...a nawet rozpacz.
Gwałtwonym ruchem Sean złapał sie pościeli swojego łóżka podnosząc sie do pozycji siedzącej. Chwile mu zeszło, zanim unormował oddech.. To jest za dużo, o wiele za dużo na niego. Nie wytrzyma dłuzej patrząc na śmierć ludzi. Trzymajac sie za głowe zaczął kurczowo wyrywać włosy.. "Czyżby był psychicznie chory? Komu normalnemu sni sie śmierć? Kto przy zdrowych zmysłach odczuwa takie rzeczy?"
Wiedział, że nie zaśnie juz tej nocy a miał po dziurki w nosie myśli kołatających mu w głowie. Jednym ruchem zgarnął kilka tabletek nasennych z szuflady, popił je i poszuł jak wreszcie odpływa w zasłuzone otepienie.
Kiedy się obudził, doszedł do wniosku, że to jedna z pierwszych spokojnych nocy od dawna. Postanowił częsciej używać tych tabletek. Popatrzył na godzine, dopiero 5.55.. Kurcze, kiedy on ostatnio obudził sie przed budzikiem? Postanowił ogarnąc się szybciej i zdążyć na wcześniejszy autobus. Może wpadnie gdzie w szkole tak rano na tą dziewczyne..
Szybkim ruchem spuścił nogi z lóżka i wstał. Nie przewidział jednak tego co sie stało później. Nogi pod nim sie ugieły i jak długi legł na komode rozcinając sobie bok. To dziwne, ale wylądował na podłodze nie był w stanie za bardzo sie ruszać.


________________________________________________________________

Kolejny rozdział napisany w trakcie natchnienia. Licze na szczere komentarze co o tym sądzicie :)


niedziela, 10 stycznia 2016

II Tylko imie..

Od mometu, kiedy zobaczył tą dziewczyne Sean nie mógł się skupić na niczym. W szkole bujał w obłokach, a kiedy powrócił do domu, nie potrafił zagrać nawet najprostszego kawałka na keybordzie. "Skąd ja znam tą dziewczyne? Wydaje się tak dziwnie znajoma.. Czemu nagle uciekła? Czy ona tam rzeczywiście siedziała czy znowu mam urojenia?" Te oraz wiele innych pytań kotłowało się w jego głowie. Oczekiwał odpowiedzi ale nikt przecież nie mógł mu jej udzielić. Zdenerwowany tym wszystkim postanowił rzucić wszystkie dzisiejsze zajecia jakie miał zaplanowane.
Buszował po internecie w poszukiwaniu czegoś, co nie było mu potrzebne. A może było? Musi wiedzieć kim była ta dziewczyna, po prostu musi. Dobrze, że komputery były jego asem. Potrafił zrobić na nich wszystko i ominąć wszystko. Hakerstwo to nie taka skąplikowana sprawa jak tylko pozna się podstawy. Zhakowanie konta? Nic prostszego. Ludzie w dzisiejszych czasach są tak głupi. Wystarczy ich troche poznać a hasło samo sie znajdzie: imiona psów, kotów, swojej połówki czy kogoś z bliskich to podstawowy błąd. Do tego dodają jakąś mało skąplikowaną końcówke jak "123" czy date urodzin. Złamanie takiego hasła zajmuje od 5 do 15 minut. Włamanie sie do bazy szkolnej? Nie ma problemu. Nie raz uniknął tak nie jednych problemów. Myślisz sobie teraz: "Jeny, ale to nie fair wobec innych." Ale czy świat jest fair? Nie, świat to nie jest charytatywna instytucja. Jeden będzie cierpieć całe życie a drugiemu włos z głowy nie spadnie. Smutne, ale prawdziwe...
Po godzinnym poszukiwaniu tajemniczej dziewczyny Sean nie wiedział dalej nic. Imie, chociaż imie mu było potrzebne, nic więcej nie żądał od świata w tym momencie. Niestety jego poszukiwania spełzły na niczym. Musi poszukać jej w szkole. Tak, to by było już coś. Może z nią nie pogada ale chociaż dowie się jak się nazywa. Lepszego planu w tym momencie nie mógł wymyślić.
Zadowolony z siebie postanowił zejść na dół i pierwszy raz od niepamiętnych czasów przyłączyć sie do mamy i pooglądać telwizje. Zszokowana jego widokiem, kiedy zszedł i tak po prostu siadł sobie koło niej na kanapie, wpadła w lekką panike, że coś się stało.
- Sean, stało się coś poważnego? Czy dobrze się czujesz?
Popatrzył na mame i wybuchnął gromkim śmiechem. - Mamo, czy to takie niezwykłe, że od czasu do czasu siąde z tobą i jak zwykły natolatek pooglądam telwizje?
-No dobrze, przepraszam. Po prostu zawsze jesteś zajety i rzadko mamy czas porozmawiać, nie mówiąc już o wspólnym ogladaniu telewizji..
-Ohh mamo, wiem, że ostatnim czasem mało czasu ze sobą spędzamy ale jak widzisz cały czas próbuje coś osiągnąć. Szkoła nic mi nie da, musze sam zadbać o siebie i swoją przyszłość.
-Wiem kochanie, wiem. Życze Ci jak najlepiej, tylko czasami zdaje mi się po prostu, że się przemęczasz. Każdy nastolatek w twoim wieku bawi sie, chodzi na imprezy, leniuchuje a ja ciebie non stop widze zajetego. Po prostu sie o ciebie martwie.
Sean wstał z fotela i dosiadł sie do mamy na kanape, następnie złapał ją za ręke i patrząc prost w oczy powiedział - Nie masz o co się martwić. Kocham cie najmocniej na świecie i po prostu chce zadbać o naszą przyszłość - delikatnie pocałował ją w policzek i uśmiechnął się. Po jej policzku spłyneła łza. Szybko ją otarła i uśmiechneła się.
Kiedy tak razem siedzieli i szukali jakiegoś kanału godnego obejrzenia trafili na wiadomości. Zainteresowana mama, poprosila go by zostawił na chwilke. Mówili o jakichś wydarzeniach politycznych które wogóle Seana nieinteresowały. Już miał iść do kuchni po jakąś przekąske gdy zobaczył tak sobie dobrze znane oczy. W telewizji wyświetlali zdjęcie poszukiwanej dziewczyny, która uciekła z szpitala psychiatrycznego zabierając ze sobą młodszego brata z domu dziecka. Ich rodzice zagineli pare lat temu w katastrofie lotniczej. Jednak ani samolotu ani ciał żadnego z nich nie znaleziono. Jak wypowiadała się lecząca ja doktor M. Skowrońska, od tamtej pory dziewczyna nie mogła uwierzyć w ich śmierć twierdzac, że zostali porwani. Liczne napady agresji doprowadziły do skierowania jej do psychologa i zamkniecia na oddziale. Po kilku nieudanych ucieczkach w końcu się jej to udało. Od tygodnia jest poszukiwana wraz se swoim młodszym bratem. -Wszyscy którzy widzieli oboje poszukiwanych są proszeni o natychmiastowy kontakt z policją, a sama Lydie O. o zgłoszenie się i dobrowolne poddanie dalszemu leczeniu- tymi słowami prezenter zakończył temat przechodzac to jakiegoś kontrowersyjnego odkrycia. Zszkowany Sean siedział i jak głupi gapił się w ekran telwizora.
-Sean, kochanie, czy ty znasz może tą dziewczyne? - z troską w głosie zapytała mama.
-Jaaaa, jaa...- jego głos sie załamał- tak mamo, widziałem ją dzisiaj w szkole, jednak wcale nie wydawała sie agresywna, wprost przeciwnie...
-Wiesz dobrze, że telewizja rzadko mówi prawde. Próbują wmówić nam różne rzeczy i ustawić nas na taki a nie inny tok myślenia. Może nie postąpiła odpowiedzialnie zabierając ze sobą młodszego brata ale wydaje mi się, że musiała mieć jakiś powód.
- Tak, tak, też mi sie tak wydaje -zerwał się czym predzej z kanapy i juz pedziła na góre- Musze coś sprawdzić, pogadamy później!
-Ale Sean -nie zdażyła dokończyć bo już go nie było.
Czym prędzej wpadł do swojego pokoju i  włączył laptopa. "Lydia O. to jest to czego chciał. Może dzięki temu uda mu się ją znaleźć. Musi ją znaleźć, nie wie czemu ale po prostu musi."

________________________________________________________________

Kolejny dość chaotyczny rozdział. Mam nadzieję, że wciągneła was choć trochę ta historia. Zdaje sobie sprawe, że mój styl pisania może być dość dziecinny i mało profesjonalny no ale to w końcu początki :) Licze na szczere opinie w komentarzach.

środa, 30 grudnia 2015

I - Dziwna

Jakiś dźwiek natarczywie wgłebiał się w jego powłoke nieświadomości, w której mógł być kim tylko chciał a najbardziej surrealistyczny scenariusz wydawał sie prawdziwy. Ten dźwiek nie pozwolił mu zakończyć niesamowistej przygody wyciągając go z krainy snu. Jednym zdenerwowanym ruchem walnął w budzik by wreszcie sie zamkną, ten jednak jak na złość nadawał jeszcze bardziej i głośniej... No tak, przecież nie bez powodu dostał w prezencie ten super wytrzymały budzik, który miał być jedyną nadzieją na zdarcie go z łóżka.. Jego głowa po mału zaczynała kotłować sie od tego upierdliwego dźwięku więc chcąc czy nie Sean wstał i próbował go wyłączyć. Ahhh.. Żeby to było tylko takie proste! Musiał przełamać sie przez kilka zabezpieczeń, zrobionych tylko po to by wkurzyć go na maksa, tym samym wyciągając go całkowicie ze snu. Nie mógł pojąć zo ca idiota i geniusz w jednym mógł skonstruwać tak piekielną maszyne psująca najlepsze chwile jego życia.Kiedy już został wyciągiety ze snu postanowił, że czemu by nie zmarnować tego zapowiadajacego się okropnie dnia w szkole? Gorzej być nie może (tak dla waszej jasności, mogło być i miał się dopiero o tym przekonać - tak to bywa z życiem, daje kopa w dupe by potem tylko przygnieść cie jeszcze bardziej, bo czemu niby nie? ). Leniwym krokiem ruszył przez szereg porannych czynności dochodząc do końca, którym była kuchnia. Jak zawsze na stole przyszykowany był jego ulubiony (cieżko stwierdzić czy tak ulubiony, po prostu nie jadał na śniadanie nic innego xD) omlet białkowy z domieszką kakałka a obok zielona herbata z toną (jak twierdziła jego mama) cukru. W tym momencie zapałał goracą miłościa jaka pała małe dziecko do swojej mamy, był jej wdzieczny za wszystko i nie potrafił wyrazić tego, jak bardzo jej dziekuje za wszystko.
Dziś nastał poniedziałek, jeden z znienawidzonych dni tygodnia ludzkości. On też za nim nie przepadał. Wyrywał go z ważnych rzeczy i zmuszał do pójścia do szkoły. Nie nawidził szkoły. Nie nawidził tych wszystkich idiotów, którzy myśleli, że jak będą mieć 5 w szkole to osiągną wszystko. Z drugiej strony nie nawidził tych, którzy olewali szkole, bo bez dobrego wykształcenia nie ma nic. Cóż za paradoks... Nienawidzić dwie sprzeczności. Uwarzał, że szkoł jest bezsensownym etapem wychowania. Powinna być tylko dla tych którzy chcą, bo na cholere zmuszać ludzi do bezsensownego słuchania paplaniny o bzdetach, które w życiu mu sie nie przydadzą. Szkoła nie uczy nas jak żyć, jak przetrwać. Daje nam tylko zaszyfrowaną instrukcje jak żyć, z którą poradzi sobie tylko część społeczeństwa. Jak idealnie ujął to Włodek Markowicz, dają nam kropki ale nie ich połączenia...Zamiast nauczać podstawowy rzeczy przydatnych w życiu, zaśmiecają naszą głowe formułkami, datami, nazwiskami które już nie grają roli w tym życiu.
Tak właśnie wyglądała meczarnia Seana. Nie chciał ale musiał. Szkoła nauczyła go tylko jak przyswajać informacje, reszta wkładanych mu rzeczy do głowy była bez sensu. To, co na prawde miało mu sie w życiu przydać, uczył sie sam. Rozwijał sie w tym, w czym czuł sie dobrze. Nie można więc mieć mu za złe, że jego wyniki szkolne były marne, wszystko po to by przejść i skonczyć ten etap. Codzienna rutyna przyprawiała go o nerwice. Pobudka, ubranie się, spakowanie, śniadanie, droga do szkoły, kilka godzin bezensownej męczarni, powrót... Po tem mógł robić to co chciał. Ale nie był typowym nastolatkiem. Nie spędzał niezliczonych godzin przed komputerem, telewizorem czy na spotkaniach ze znajomymi. Każdą wolną chwile inwestował w siebie. W swój rozwój. Robił to co kochał. Jednak czas zmykał i dzień sie szybko konczył. Nie miał wystarczająco czasu na to, co chciał zrealizować.
Kiedy tego dnia zdyszany dotarł do szkoły było już po dzwonku. Nie nawidził się spóźniać ale nie jego wina, że autobus utchnął w korkach. "A może by tak odpuścić sobie tą pierwszą lekcje? Świat się nikomu przez to nie zawali a ja nie będe musiał zwracać na siebie uwagii." Uradowany tym wspaniałym pomysłem ruszy w strone szatni. Kiedy tak szedł nabrał dziwnego przeczucia, jak by coś w jego życiu nagle się zmieniło. "Wyluzuj, tylko ci się wydawało. Ty decydujesz o swoim życiu." Wziął głeboki wdech i ruszył przed siebie. Kiedy ogarnął szatnie postanowił, że poczeka tam do końca lekcji. Siedząc i słuchając muzyki po kilkunastu minutach ogarneła go nagła potrzeba pójścia gdzieś. Sam nie  wiedząc zbytnio co robi ruszył przed siebie. Nogi zaprowadziły go do sklepiku szkolnego. Nie bardzo wiedział po co gdyż nie zaglądał tu często. Jego uwage przykuła jednak pulchna dziewczyna w rogu. Siedziała i czytała książke. Pomijając fenomen czytania książki w tych czasach była dziwna. Nie dziwna, w takim sensie jak dziwny był Edward Nożycoręki, ale dziwna w sensie innym...była WYJĄTKOWA. Tak, tego słowa właśnie szukał. Przykuwała uwage swoją aurą tajemniczości i jakiegoś dystansu do świata. Tak jak by to co ona robi a co działo się wokół było dwoma odrębnymi sprawami. Jak by nie należała do tego świata, jak by była ponad nim. Kiedy tak się wpatrywał nieznajoma nagle odwróciła głowe. Jego szare oczy wpatrywały się w jej. Nie potrafił nawet określić tego koloru... jak by piasek przykryty przez wode oceanu...Patrząc w jej oczy w jego pamięci kształtowała się jakieś migotliwe wspomnienie, próbujący obudzić się do życia... Nie zdążył jednak dowiedzieć się co to było, bo tak jak nagle dziewczyna się pojawiłą w jego życiu tak nagle znikneła. 



_________________________________________________________________________________

Pierwszy, dłuuugo pisany roździał wreszcie przyszedł na światło dzienne. Dopiero ucze się pisać, więc wszelkie wskazówki miło widziane :3 Przperaszam, że tak to długo trwało, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Wszelka motywacja mile widzana xD

piątek, 6 lutego 2015

Wprowadzenie.

Jak każdego ranka Sean wstał ociężale z łóżka. Uważał, że marnuje swój czas na szkołę. Miał tyle pomysłów na spędzenie tego dnia, ale nie...musiał chodzić do szkoły. Gdyby nie jego matka, dawno już by zrezygnował. Jak każdy chce osiągnąć coś w życiu, chce być kimś w tym świecie. Jednak on doskonale zna schemat funkcjonowania tego państwa. Co z tego, że miał jakieś uzdolnienia, co z tego, że pragnął w życiu coś osiągnąć, co z tego, że miał chęci. Jego światem rządziły pieniądze, to na nich opierała się jego konstrukcja. Sean uważał się za zwykłego nastolatka, szarego człowieka w otaczającej go szarej rzeczywistości. Uważał się za bezwartościowy pionek w tej grze, którą było życie. Jednak pomimo wszystko starał się i walczył o lepsze jutro. Starał się jak tylko może rozwijać swoje umiejętności. Nie chciał tracić czasu na bezsensowne rozrywki. Robił co tylko może, by zawsze piąć się do przodu. Z każdym zakończonym dniem był dumny z siebie, że doszedł tak daleko jednocześnie pragnąc więcej i więcej. Jego rozwój stał się jego osobista obsesją, cholerna ambicja pchała go z każdym dniem do przodu. Nie przejmował się ludźmi, uważał, że tylko nawzajem hamujemy swój własny rozwój. Podróżował po tym świecie samotnie zbyt długo...Przyzwyczaił się do samotności tak bardzo, że już nawet nie odczuwał potrzeby obcowania z innymi. Od dziecka uczył się być twardy, musiał być twardy. Nie robił tego dla siebie, robił to dla własnej matki. Kiedy jego własny ojciec zaginął w niespodziewanych okolicznościach było im trudno. Nie lubił tego wspominać, wyparł z pamięci życie z ojcem. Musiał to zrobić, inaczej wciąż bolała by go jego strata, wciąż był by słaby, a nie mógł sobie na to pozwolić. Od tamtej pory pomagał matce jak mógł, starał się nie sprawiać jej żadnych kłopotów. Nie zawsze wszystko wychodziło zgodnie z planem.
Jednak jego życie, i  on sam, pewnego dnia zaczęły się zmieniać. Jego serce twarde jak kamień, przyzwyczajone na brak jakichkolwiek emocji zaczęło się otwierać. To jego sny ponownie otworzyły mu oczy, nadały barwy rzeczywistości. Wreszcie, od początku, dzięki nim zaczął uczyć się i poznawać emocje. 
Możecie pomyśleć, że to jest chore. "Jak sen o czyjeś śmierci może nadać barwę życiu? " Nie pojmiecie tego, tak jak sam Sean nie mógł tego pojąć. Do czasu.


________________________________________________


Postanowiłam, że napisze jeszcze jedno małe wprowadzenie zanim zabiorę się za kolejne rozdziały.Każdy komentarz jest mile widziany, liczę na wasze wsparcie.



sobota, 24 stycznia 2015

PROLOG

Obudziłem się w ciemności. Czuje swój głośny, ciężki oddech. Co jest grane ? Gdzie ja do cholery jestem? Próbując wstać uderzam czołem w coś co jest przede mną. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że jestem w czymś zamknięty. Wpadam w panikę. Próbuje  krzyczeć, lecz z moich ust nie wychodzi żaden dźwięk. O co tu chodzi? Wytężam wszystkie siły, byle by tylko zobaczyć jakiś błysk. Nic z tego. Walę w deski znajdujące się przede mną, przynajmniej wydaje mi się, że są to deski. Szarpię się, próbując się stąd wydostać. Po chwili czuje się przyćmiony. Coraz gorzej mi się oddycha, nie mam sił.... Biorę trzy głębokie oddechy. Raz....dwa....trzy...."Zacznij myśleć racjonalnie Seanie" - ponaglam sam siebie. Jestem w jakiejś skrzyni, jeśli można to tak nazwać, czuje.....no właśnie co czuję? Biorę głęboki wdech przez nos....czuję ziemie.....ale skąd do cholery ziemia ? Gdzie wykorzystuje się ziemie ? No gdzie? Nic mi na myśl nie przychodzi....nagle mam przebłysk, przypominam sobie książkę która ostatnio czytałem, ale czy.....nie to nie możliwe....nie bądź głupi....nikt cie przecież nie zakopał pod ziemią..... W mojej głowie odzywa się mały cichy głosik "A jeśli tak? Jeśli zostałeś zakopany żywcem?" Nie, to nie może być prawdą, bądźmy poważni..... Ale...ale co jeśli tak? Biorę dwa głębokie wdechy. Dobra, przypuśćmy, że rzeczywiście ktoś mnie zakopał....ale jaki miał powód? Po co to zrobił? Jak długo tu przeżyje? Na ile starczy mi powietrza? Mam kołataninę myśli w mojej głowie.... Nie przychodzi mi na myśl żadna odpowiedź na którekolwiek z zadanych tu pytań.....Co ja mam robić? A może to tylko sen.... Tak to jest tylko sen. "Obudź się Seanie, obudź!" Szczypie sam siebie....nic, tkwię tu nadal....mijają cenne minuty a ja nadal nie wiem co robić...oddycham coraz ciężej i coraz głośniej.... Nie to nie może być prawdą.....nie może, nie może, nie może, nie może - powtarzam te słowa jak mantrę, jak by to było moje życzenie. Po długich minutach osuwam się w ciemność, pochłania mnie sen....

Raptownie zrywam się z łóżka i biorę wielki haust powietrza kurczowo łapiąc się za swoją kołdrę. "To był sen, jesteś wciąż tutaj, nic Ci nie jest, oddychaj" - mówi mi mój głos w głowie.... Jednak wciąż mam to dziwne uczucie...odcięcia od świata i......i bezradności.... Zapalam lampkę która stoi na mojej szafce nocnej. "Widzisz? To był tylko sen, wciąż jesteś w swoim pokoju." - próbuje przekonać sam siebie. Po woli staram się uspokoić mój oddech..."Ale czy na pewno to był TYLKO sen? A jeśli TO zdarzyło się ponownie ?" - odzywa się cichutko głos w mojej głowie..... Nie. Bądźmy poważni. TO nie mogło się zdarzyć, wszystko wymyśliła twoja chora wyobraźnia, tak jak poprzednim razem. "A jak wytłumaczysz to, że następnego dnia znaleziono, co ?"I tu właśnie był problem, nie potrafił tego wyjaśnić....
Nie, NIE jesteś chory umysłowo, to tylko twój sen, twoje urojenia.TYLKO urojenia...
"A co jeśli nie ?" 

________________________________________________________


Dziękuje za przeczytanie. Z góry uprzedzam iż jestem dopiero świeżakiem w pisaniu, dlatego może tu być kilka błędów. Jeśli masz jakieś rady/uwagi dla mnie, podziel się nimi w komentarzu. Liczę na wasze szczere opinie, dzięki wam to opowiadanie, czy cokolwiek to jest, może stać się lepsze. Co do tego kiedy pojawi się pierwszy rozdział to nie mam pojęcia. Planowo ma być 1 w miesiącu, jednak nie lubię pisać niczego na siłę, dlatego zależy to wszytko od mojego natchnienia.