środa, 30 grudnia 2015

I - Dziwna

Jakiś dźwiek natarczywie wgłebiał się w jego powłoke nieświadomości, w której mógł być kim tylko chciał a najbardziej surrealistyczny scenariusz wydawał sie prawdziwy. Ten dźwiek nie pozwolił mu zakończyć niesamowistej przygody wyciągając go z krainy snu. Jednym zdenerwowanym ruchem walnął w budzik by wreszcie sie zamkną, ten jednak jak na złość nadawał jeszcze bardziej i głośniej... No tak, przecież nie bez powodu dostał w prezencie ten super wytrzymały budzik, który miał być jedyną nadzieją na zdarcie go z łóżka.. Jego głowa po mału zaczynała kotłować sie od tego upierdliwego dźwięku więc chcąc czy nie Sean wstał i próbował go wyłączyć. Ahhh.. Żeby to było tylko takie proste! Musiał przełamać sie przez kilka zabezpieczeń, zrobionych tylko po to by wkurzyć go na maksa, tym samym wyciągając go całkowicie ze snu. Nie mógł pojąć zo ca idiota i geniusz w jednym mógł skonstruwać tak piekielną maszyne psująca najlepsze chwile jego życia.Kiedy już został wyciągiety ze snu postanowił, że czemu by nie zmarnować tego zapowiadajacego się okropnie dnia w szkole? Gorzej być nie może (tak dla waszej jasności, mogło być i miał się dopiero o tym przekonać - tak to bywa z życiem, daje kopa w dupe by potem tylko przygnieść cie jeszcze bardziej, bo czemu niby nie? ). Leniwym krokiem ruszył przez szereg porannych czynności dochodząc do końca, którym była kuchnia. Jak zawsze na stole przyszykowany był jego ulubiony (cieżko stwierdzić czy tak ulubiony, po prostu nie jadał na śniadanie nic innego xD) omlet białkowy z domieszką kakałka a obok zielona herbata z toną (jak twierdziła jego mama) cukru. W tym momencie zapałał goracą miłościa jaka pała małe dziecko do swojej mamy, był jej wdzieczny za wszystko i nie potrafił wyrazić tego, jak bardzo jej dziekuje za wszystko.
Dziś nastał poniedziałek, jeden z znienawidzonych dni tygodnia ludzkości. On też za nim nie przepadał. Wyrywał go z ważnych rzeczy i zmuszał do pójścia do szkoły. Nie nawidził szkoły. Nie nawidził tych wszystkich idiotów, którzy myśleli, że jak będą mieć 5 w szkole to osiągną wszystko. Z drugiej strony nie nawidził tych, którzy olewali szkole, bo bez dobrego wykształcenia nie ma nic. Cóż za paradoks... Nienawidzić dwie sprzeczności. Uwarzał, że szkoł jest bezsensownym etapem wychowania. Powinna być tylko dla tych którzy chcą, bo na cholere zmuszać ludzi do bezsensownego słuchania paplaniny o bzdetach, które w życiu mu sie nie przydadzą. Szkoła nie uczy nas jak żyć, jak przetrwać. Daje nam tylko zaszyfrowaną instrukcje jak żyć, z którą poradzi sobie tylko część społeczeństwa. Jak idealnie ujął to Włodek Markowicz, dają nam kropki ale nie ich połączenia...Zamiast nauczać podstawowy rzeczy przydatnych w życiu, zaśmiecają naszą głowe formułkami, datami, nazwiskami które już nie grają roli w tym życiu.
Tak właśnie wyglądała meczarnia Seana. Nie chciał ale musiał. Szkoła nauczyła go tylko jak przyswajać informacje, reszta wkładanych mu rzeczy do głowy była bez sensu. To, co na prawde miało mu sie w życiu przydać, uczył sie sam. Rozwijał sie w tym, w czym czuł sie dobrze. Nie można więc mieć mu za złe, że jego wyniki szkolne były marne, wszystko po to by przejść i skonczyć ten etap. Codzienna rutyna przyprawiała go o nerwice. Pobudka, ubranie się, spakowanie, śniadanie, droga do szkoły, kilka godzin bezensownej męczarni, powrót... Po tem mógł robić to co chciał. Ale nie był typowym nastolatkiem. Nie spędzał niezliczonych godzin przed komputerem, telewizorem czy na spotkaniach ze znajomymi. Każdą wolną chwile inwestował w siebie. W swój rozwój. Robił to co kochał. Jednak czas zmykał i dzień sie szybko konczył. Nie miał wystarczająco czasu na to, co chciał zrealizować.
Kiedy tego dnia zdyszany dotarł do szkoły było już po dzwonku. Nie nawidził się spóźniać ale nie jego wina, że autobus utchnął w korkach. "A może by tak odpuścić sobie tą pierwszą lekcje? Świat się nikomu przez to nie zawali a ja nie będe musiał zwracać na siebie uwagii." Uradowany tym wspaniałym pomysłem ruszy w strone szatni. Kiedy tak szedł nabrał dziwnego przeczucia, jak by coś w jego życiu nagle się zmieniło. "Wyluzuj, tylko ci się wydawało. Ty decydujesz o swoim życiu." Wziął głeboki wdech i ruszył przed siebie. Kiedy ogarnął szatnie postanowił, że poczeka tam do końca lekcji. Siedząc i słuchając muzyki po kilkunastu minutach ogarneła go nagła potrzeba pójścia gdzieś. Sam nie  wiedząc zbytnio co robi ruszył przed siebie. Nogi zaprowadziły go do sklepiku szkolnego. Nie bardzo wiedział po co gdyż nie zaglądał tu często. Jego uwage przykuła jednak pulchna dziewczyna w rogu. Siedziała i czytała książke. Pomijając fenomen czytania książki w tych czasach była dziwna. Nie dziwna, w takim sensie jak dziwny był Edward Nożycoręki, ale dziwna w sensie innym...była WYJĄTKOWA. Tak, tego słowa właśnie szukał. Przykuwała uwage swoją aurą tajemniczości i jakiegoś dystansu do świata. Tak jak by to co ona robi a co działo się wokół było dwoma odrębnymi sprawami. Jak by nie należała do tego świata, jak by była ponad nim. Kiedy tak się wpatrywał nieznajoma nagle odwróciła głowe. Jego szare oczy wpatrywały się w jej. Nie potrafił nawet określić tego koloru... jak by piasek przykryty przez wode oceanu...Patrząc w jej oczy w jego pamięci kształtowała się jakieś migotliwe wspomnienie, próbujący obudzić się do życia... Nie zdążył jednak dowiedzieć się co to było, bo tak jak nagle dziewczyna się pojawiłą w jego życiu tak nagle znikneła. 



_________________________________________________________________________________

Pierwszy, dłuuugo pisany roździał wreszcie przyszedł na światło dzienne. Dopiero ucze się pisać, więc wszelkie wskazówki miło widziane :3 Przperaszam, że tak to długo trwało, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Wszelka motywacja mile widzana xD