Dziś nastał poniedziałek, jeden z znienawidzonych dni tygodnia ludzkości. On też za nim nie przepadał. Wyrywał go z ważnych rzeczy i zmuszał do pójścia do szkoły. Nie nawidził szkoły. Nie nawidził tych wszystkich idiotów, którzy myśleli, że jak będą mieć 5 w szkole to osiągną wszystko. Z drugiej strony nie nawidził tych, którzy olewali szkole, bo bez dobrego wykształcenia nie ma nic. Cóż za paradoks... Nienawidzić dwie sprzeczności. Uwarzał, że szkoł jest bezsensownym etapem wychowania. Powinna być tylko dla tych którzy chcą, bo na cholere zmuszać ludzi do bezsensownego słuchania paplaniny o bzdetach, które w życiu mu sie nie przydadzą. Szkoła nie uczy nas jak żyć, jak przetrwać. Daje nam tylko zaszyfrowaną instrukcje jak żyć, z którą poradzi sobie tylko część społeczeństwa. Jak idealnie ujął to Włodek Markowicz, dają nam kropki ale nie ich połączenia...Zamiast nauczać podstawowy rzeczy przydatnych w życiu, zaśmiecają naszą głowe formułkami, datami, nazwiskami które już nie grają roli w tym życiu.
Tak właśnie wyglądała meczarnia Seana. Nie chciał ale musiał. Szkoła nauczyła go tylko jak przyswajać informacje, reszta wkładanych mu rzeczy do głowy była bez sensu. To, co na prawde miało mu sie w życiu przydać, uczył sie sam. Rozwijał sie w tym, w czym czuł sie dobrze. Nie można więc mieć mu za złe, że jego wyniki szkolne były marne, wszystko po to by przejść i skonczyć ten etap. Codzienna rutyna przyprawiała go o nerwice. Pobudka, ubranie się, spakowanie, śniadanie, droga do szkoły, kilka godzin bezensownej męczarni, powrót... Po tem mógł robić to co chciał. Ale nie był typowym nastolatkiem. Nie spędzał niezliczonych godzin przed komputerem, telewizorem czy na spotkaniach ze znajomymi. Każdą wolną chwile inwestował w siebie. W swój rozwój. Robił to co kochał. Jednak czas zmykał i dzień sie szybko konczył. Nie miał wystarczająco czasu na to, co chciał zrealizować.
Kiedy tego dnia zdyszany dotarł do szkoły było już po dzwonku. Nie nawidził się spóźniać ale nie jego wina, że autobus utchnął w korkach. "A może by tak odpuścić sobie tą pierwszą lekcje? Świat się nikomu przez to nie zawali a ja nie będe musiał zwracać na siebie uwagii." Uradowany tym wspaniałym pomysłem ruszy w strone szatni. Kiedy tak szedł nabrał dziwnego przeczucia, jak by coś w jego życiu nagle się zmieniło. "Wyluzuj, tylko ci się wydawało. Ty decydujesz o swoim życiu." Wziął głeboki wdech i ruszył przed siebie. Kiedy ogarnął szatnie postanowił, że poczeka tam do końca lekcji. Siedząc i słuchając muzyki po kilkunastu minutach ogarneła go nagła potrzeba pójścia gdzieś. Sam nie wiedząc zbytnio co robi ruszył przed siebie. Nogi zaprowadziły go do sklepiku szkolnego. Nie bardzo wiedział po co gdyż nie zaglądał tu często. Jego uwage przykuła jednak pulchna dziewczyna w rogu. Siedziała i czytała książke. Pomijając fenomen czytania książki w tych czasach była dziwna. Nie dziwna, w takim sensie jak dziwny był Edward Nożycoręki, ale dziwna w sensie innym...była WYJĄTKOWA. Tak, tego słowa właśnie szukał. Przykuwała uwage swoją aurą tajemniczości i jakiegoś dystansu do świata. Tak jak by to co ona robi a co działo się wokół było dwoma odrębnymi sprawami. Jak by nie należała do tego świata, jak by była ponad nim. Kiedy tak się wpatrywał nieznajoma nagle odwróciła głowe. Jego szare oczy wpatrywały się w jej. Nie potrafił nawet określić tego koloru... jak by piasek przykryty przez wode oceanu...Patrząc w jej oczy w jego pamięci kształtowała się jakieś migotliwe wspomnienie, próbujący obudzić się do życia... Nie zdążył jednak dowiedzieć się co to było, bo tak jak nagle dziewczyna się pojawiłą w jego życiu tak nagle znikneła.
_________________________________________________________________________________
Pierwszy, dłuuugo pisany roździał wreszcie przyszedł na światło dzienne. Dopiero ucze się pisać, więc wszelkie wskazówki miło widziane :3 Przperaszam, że tak to długo trwało, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Wszelka motywacja mile widzana xD
