wtorek, 9 lutego 2016

III Odrętwienie

Pomimo, że tak bardzo się starał i znał internet od zawsze nie mógł jej znaleźć... Jak by Lydia nigdy nie istniała. Żadnego facebook, instagrama, twittera, bloga.. Nic a nic. To było przerażające.. Pierwszy raz trafił na osobe, o której nie mógł znaleźć żadnej mikroskopinej informacji. A przecież internet zawierał wszystko. Będzie musiał poszukać jej w szkole, tak to jedyny plan na który go stać w tej sytuacji.
Zmęczony tym całym dniem postanowił położyć się spać. Tej nocy, znowu miał koszmary. To dziwne, ale w krainie snów stawał się całkowicie innym człowiekiem. Tak jak by każdej nocy umierał odnowa. To było przerażające przeżycie. To dziwne, ale wiekszość snów powtarzała sie przez około miesiąc by mogł go zastąpić nowy, z nową osobą i nowym rodzajem śmierci. A wszystko działo się wtedy, gdy już wcale nie był przerażony swoim snem, kiedy wiedział co myśli i czuje osobą, która był on sam w śnie. Kiedy już wiedział, jak mógł by temu zapobiec...
Tym razem sen był monotonny. Pracował w biurze. To nic, że nie wiedział za bardzo co on, a raczej postać którą był, robiła. Przeglądał jakieś mało dla niego znaczące papiery, poprawiał coś, pisał, odbierał telefony, zapisywał ludzi na spotkanie. Taaa, życie sekretarza zdecydowanie mu nie przypadło do gustu. W końcu pod koniec żmudnego dnia pracy dostał sms. Był to sms od kogoś do kogo czuł niezwykłą troske i dziwny rodzaj miłości. "Pamiętaj, kocham cie za to jaki jesteś, nigdy się nie zmieniaj dla jakiegoś dupka. Jestem z tobą". Uradowany tym sms'em jak najszybciej skończył robote i wybiegł z biurowca. Cóz, wbiegając prosto pod koła ciężarówki... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo tego, że dzieje się to w ułamku sekundy ty widzisz wszystko klatka, po klatce. Jak w zwolnionym tępie. Czujesz, że przód ciężarówki z impetem uderza w twoje ciało (a raczej ciało w którym się znajdujesz), odrzut jest tak mocny, że przelatujesz na przeciwległy pas, gdzie mocno uderzasz głową w kraweżnik. I w sumie.. Tak to się kończy. Nie czujesz już żadnej więzi z ta postacią. Wiesz, że jej nie ma, ale zamkniety w jej ciele dalej odczuwasz ten niemiłosierny ból i patrzysz jak wszystko w koło reaguje. Ludzie, auta, jeszcze wiecej ludzi, a w ich oczach strach, obrzydzenie...a nawet rozpacz.
Gwałtwonym ruchem Sean złapał sie pościeli swojego łóżka podnosząc sie do pozycji siedzącej. Chwile mu zeszło, zanim unormował oddech.. To jest za dużo, o wiele za dużo na niego. Nie wytrzyma dłuzej patrząc na śmierć ludzi. Trzymajac sie za głowe zaczął kurczowo wyrywać włosy.. "Czyżby był psychicznie chory? Komu normalnemu sni sie śmierć? Kto przy zdrowych zmysłach odczuwa takie rzeczy?"
Wiedział, że nie zaśnie juz tej nocy a miał po dziurki w nosie myśli kołatających mu w głowie. Jednym ruchem zgarnął kilka tabletek nasennych z szuflady, popił je i poszuł jak wreszcie odpływa w zasłuzone otepienie.
Kiedy się obudził, doszedł do wniosku, że to jedna z pierwszych spokojnych nocy od dawna. Postanowił częsciej używać tych tabletek. Popatrzył na godzine, dopiero 5.55.. Kurcze, kiedy on ostatnio obudził sie przed budzikiem? Postanowił ogarnąc się szybciej i zdążyć na wcześniejszy autobus. Może wpadnie gdzie w szkole tak rano na tą dziewczyne..
Szybkim ruchem spuścił nogi z lóżka i wstał. Nie przewidział jednak tego co sie stało później. Nogi pod nim sie ugieły i jak długi legł na komode rozcinając sobie bok. To dziwne, ale wylądował na podłodze nie był w stanie za bardzo sie ruszać.


________________________________________________________________

Kolejny rozdział napisany w trakcie natchnienia. Licze na szczere komentarze co o tym sądzicie :)


niedziela, 10 stycznia 2016

II Tylko imie..

Od mometu, kiedy zobaczył tą dziewczyne Sean nie mógł się skupić na niczym. W szkole bujał w obłokach, a kiedy powrócił do domu, nie potrafił zagrać nawet najprostszego kawałka na keybordzie. "Skąd ja znam tą dziewczyne? Wydaje się tak dziwnie znajoma.. Czemu nagle uciekła? Czy ona tam rzeczywiście siedziała czy znowu mam urojenia?" Te oraz wiele innych pytań kotłowało się w jego głowie. Oczekiwał odpowiedzi ale nikt przecież nie mógł mu jej udzielić. Zdenerwowany tym wszystkim postanowił rzucić wszystkie dzisiejsze zajecia jakie miał zaplanowane.
Buszował po internecie w poszukiwaniu czegoś, co nie było mu potrzebne. A może było? Musi wiedzieć kim była ta dziewczyna, po prostu musi. Dobrze, że komputery były jego asem. Potrafił zrobić na nich wszystko i ominąć wszystko. Hakerstwo to nie taka skąplikowana sprawa jak tylko pozna się podstawy. Zhakowanie konta? Nic prostszego. Ludzie w dzisiejszych czasach są tak głupi. Wystarczy ich troche poznać a hasło samo sie znajdzie: imiona psów, kotów, swojej połówki czy kogoś z bliskich to podstawowy błąd. Do tego dodają jakąś mało skąplikowaną końcówke jak "123" czy date urodzin. Złamanie takiego hasła zajmuje od 5 do 15 minut. Włamanie sie do bazy szkolnej? Nie ma problemu. Nie raz uniknął tak nie jednych problemów. Myślisz sobie teraz: "Jeny, ale to nie fair wobec innych." Ale czy świat jest fair? Nie, świat to nie jest charytatywna instytucja. Jeden będzie cierpieć całe życie a drugiemu włos z głowy nie spadnie. Smutne, ale prawdziwe...
Po godzinnym poszukiwaniu tajemniczej dziewczyny Sean nie wiedział dalej nic. Imie, chociaż imie mu było potrzebne, nic więcej nie żądał od świata w tym momencie. Niestety jego poszukiwania spełzły na niczym. Musi poszukać jej w szkole. Tak, to by było już coś. Może z nią nie pogada ale chociaż dowie się jak się nazywa. Lepszego planu w tym momencie nie mógł wymyślić.
Zadowolony z siebie postanowił zejść na dół i pierwszy raz od niepamiętnych czasów przyłączyć sie do mamy i pooglądać telwizje. Zszokowana jego widokiem, kiedy zszedł i tak po prostu siadł sobie koło niej na kanapie, wpadła w lekką panike, że coś się stało.
- Sean, stało się coś poważnego? Czy dobrze się czujesz?
Popatrzył na mame i wybuchnął gromkim śmiechem. - Mamo, czy to takie niezwykłe, że od czasu do czasu siąde z tobą i jak zwykły natolatek pooglądam telwizje?
-No dobrze, przepraszam. Po prostu zawsze jesteś zajety i rzadko mamy czas porozmawiać, nie mówiąc już o wspólnym ogladaniu telewizji..
-Ohh mamo, wiem, że ostatnim czasem mało czasu ze sobą spędzamy ale jak widzisz cały czas próbuje coś osiągnąć. Szkoła nic mi nie da, musze sam zadbać o siebie i swoją przyszłość.
-Wiem kochanie, wiem. Życze Ci jak najlepiej, tylko czasami zdaje mi się po prostu, że się przemęczasz. Każdy nastolatek w twoim wieku bawi sie, chodzi na imprezy, leniuchuje a ja ciebie non stop widze zajetego. Po prostu sie o ciebie martwie.
Sean wstał z fotela i dosiadł sie do mamy na kanape, następnie złapał ją za ręke i patrząc prost w oczy powiedział - Nie masz o co się martwić. Kocham cie najmocniej na świecie i po prostu chce zadbać o naszą przyszłość - delikatnie pocałował ją w policzek i uśmiechnął się. Po jej policzku spłyneła łza. Szybko ją otarła i uśmiechneła się.
Kiedy tak razem siedzieli i szukali jakiegoś kanału godnego obejrzenia trafili na wiadomości. Zainteresowana mama, poprosila go by zostawił na chwilke. Mówili o jakichś wydarzeniach politycznych które wogóle Seana nieinteresowały. Już miał iść do kuchni po jakąś przekąske gdy zobaczył tak sobie dobrze znane oczy. W telewizji wyświetlali zdjęcie poszukiwanej dziewczyny, która uciekła z szpitala psychiatrycznego zabierając ze sobą młodszego brata z domu dziecka. Ich rodzice zagineli pare lat temu w katastrofie lotniczej. Jednak ani samolotu ani ciał żadnego z nich nie znaleziono. Jak wypowiadała się lecząca ja doktor M. Skowrońska, od tamtej pory dziewczyna nie mogła uwierzyć w ich śmierć twierdzac, że zostali porwani. Liczne napady agresji doprowadziły do skierowania jej do psychologa i zamkniecia na oddziale. Po kilku nieudanych ucieczkach w końcu się jej to udało. Od tygodnia jest poszukiwana wraz se swoim młodszym bratem. -Wszyscy którzy widzieli oboje poszukiwanych są proszeni o natychmiastowy kontakt z policją, a sama Lydie O. o zgłoszenie się i dobrowolne poddanie dalszemu leczeniu- tymi słowami prezenter zakończył temat przechodzac to jakiegoś kontrowersyjnego odkrycia. Zszkowany Sean siedział i jak głupi gapił się w ekran telwizora.
-Sean, kochanie, czy ty znasz może tą dziewczyne? - z troską w głosie zapytała mama.
-Jaaaa, jaa...- jego głos sie załamał- tak mamo, widziałem ją dzisiaj w szkole, jednak wcale nie wydawała sie agresywna, wprost przeciwnie...
-Wiesz dobrze, że telewizja rzadko mówi prawde. Próbują wmówić nam różne rzeczy i ustawić nas na taki a nie inny tok myślenia. Może nie postąpiła odpowiedzialnie zabierając ze sobą młodszego brata ale wydaje mi się, że musiała mieć jakiś powód.
- Tak, tak, też mi sie tak wydaje -zerwał się czym predzej z kanapy i juz pedziła na góre- Musze coś sprawdzić, pogadamy później!
-Ale Sean -nie zdażyła dokończyć bo już go nie było.
Czym prędzej wpadł do swojego pokoju i  włączył laptopa. "Lydia O. to jest to czego chciał. Może dzięki temu uda mu się ją znaleźć. Musi ją znaleźć, nie wie czemu ale po prostu musi."

________________________________________________________________

Kolejny dość chaotyczny rozdział. Mam nadzieję, że wciągneła was choć trochę ta historia. Zdaje sobie sprawe, że mój styl pisania może być dość dziecinny i mało profesjonalny no ale to w końcu początki :) Licze na szczere opinie w komentarzach.