Pomimo, że tak bardzo się starał i znał internet od zawsze nie mógł jej znaleźć... Jak by Lydia nigdy nie istniała. Żadnego facebook, instagrama, twittera, bloga.. Nic a nic. To było przerażające.. Pierwszy raz trafił na osobe, o której nie mógł znaleźć żadnej mikroskopinej informacji. A przecież internet zawierał wszystko. Będzie musiał poszukać jej w szkole, tak to jedyny plan na który go stać w tej sytuacji.
Zmęczony tym całym dniem postanowił położyć się spać. Tej nocy, znowu miał koszmary. To dziwne, ale w krainie snów stawał się całkowicie innym człowiekiem. Tak jak by każdej nocy umierał odnowa. To było przerażające przeżycie. To dziwne, ale wiekszość snów powtarzała sie przez około miesiąc by mogł go zastąpić nowy, z nową osobą i nowym rodzajem śmierci. A wszystko działo się wtedy, gdy już wcale nie był przerażony swoim snem, kiedy wiedział co myśli i czuje osobą, która był on sam w śnie. Kiedy już wiedział, jak mógł by temu zapobiec...
Tym razem sen był monotonny. Pracował w biurze. To nic, że nie wiedział za bardzo co on, a raczej postać którą był, robiła. Przeglądał jakieś mało dla niego znaczące papiery, poprawiał coś, pisał, odbierał telefony, zapisywał ludzi na spotkanie. Taaa, życie sekretarza zdecydowanie mu nie przypadło do gustu. W końcu pod koniec żmudnego dnia pracy dostał sms. Był to sms od kogoś do kogo czuł niezwykłą troske i dziwny rodzaj miłości. "Pamiętaj, kocham cie za to jaki jesteś, nigdy się nie zmieniaj dla jakiegoś dupka. Jestem z tobą". Uradowany tym sms'em jak najszybciej skończył robote i wybiegł z biurowca. Cóz, wbiegając prosto pod koła ciężarówki... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo tego, że dzieje się to w ułamku sekundy ty widzisz wszystko klatka, po klatce. Jak w zwolnionym tępie. Czujesz, że przód ciężarówki z impetem uderza w twoje ciało (a raczej ciało w którym się znajdujesz), odrzut jest tak mocny, że przelatujesz na przeciwległy pas, gdzie mocno uderzasz głową w kraweżnik. I w sumie.. Tak to się kończy. Nie czujesz już żadnej więzi z ta postacią. Wiesz, że jej nie ma, ale zamkniety w jej ciele dalej odczuwasz ten niemiłosierny ból i patrzysz jak wszystko w koło reaguje. Ludzie, auta, jeszcze wiecej ludzi, a w ich oczach strach, obrzydzenie...a nawet rozpacz.
Gwałtwonym ruchem Sean złapał sie pościeli swojego łóżka podnosząc sie do pozycji siedzącej. Chwile mu zeszło, zanim unormował oddech.. To jest za dużo, o wiele za dużo na niego. Nie wytrzyma dłuzej patrząc na śmierć ludzi. Trzymajac sie za głowe zaczął kurczowo wyrywać włosy.. "Czyżby był psychicznie chory? Komu normalnemu sni sie śmierć? Kto przy zdrowych zmysłach odczuwa takie rzeczy?"
Wiedział, że nie zaśnie juz tej nocy a miał po dziurki w nosie myśli kołatających mu w głowie. Jednym ruchem zgarnął kilka tabletek nasennych z szuflady, popił je i poszuł jak wreszcie odpływa w zasłuzone otepienie.
Kiedy się obudził, doszedł do wniosku, że to jedna z pierwszych spokojnych nocy od dawna. Postanowił częsciej używać tych tabletek. Popatrzył na godzine, dopiero 5.55.. Kurcze, kiedy on ostatnio obudził sie przed budzikiem? Postanowił ogarnąc się szybciej i zdążyć na wcześniejszy autobus. Może wpadnie gdzie w szkole tak rano na tą dziewczyne..
Szybkim ruchem spuścił nogi z lóżka i wstał. Nie przewidział jednak tego co sie stało później. Nogi pod nim sie ugieły i jak długi legł na komode rozcinając sobie bok. To dziwne, ale wylądował na podłodze nie był w stanie za bardzo sie ruszać.
Zmęczony tym całym dniem postanowił położyć się spać. Tej nocy, znowu miał koszmary. To dziwne, ale w krainie snów stawał się całkowicie innym człowiekiem. Tak jak by każdej nocy umierał odnowa. To było przerażające przeżycie. To dziwne, ale wiekszość snów powtarzała sie przez około miesiąc by mogł go zastąpić nowy, z nową osobą i nowym rodzajem śmierci. A wszystko działo się wtedy, gdy już wcale nie był przerażony swoim snem, kiedy wiedział co myśli i czuje osobą, która był on sam w śnie. Kiedy już wiedział, jak mógł by temu zapobiec...
Tym razem sen był monotonny. Pracował w biurze. To nic, że nie wiedział za bardzo co on, a raczej postać którą był, robiła. Przeglądał jakieś mało dla niego znaczące papiery, poprawiał coś, pisał, odbierał telefony, zapisywał ludzi na spotkanie. Taaa, życie sekretarza zdecydowanie mu nie przypadło do gustu. W końcu pod koniec żmudnego dnia pracy dostał sms. Był to sms od kogoś do kogo czuł niezwykłą troske i dziwny rodzaj miłości. "Pamiętaj, kocham cie za to jaki jesteś, nigdy się nie zmieniaj dla jakiegoś dupka. Jestem z tobą". Uradowany tym sms'em jak najszybciej skończył robote i wybiegł z biurowca. Cóz, wbiegając prosto pod koła ciężarówki... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo tego, że dzieje się to w ułamku sekundy ty widzisz wszystko klatka, po klatce. Jak w zwolnionym tępie. Czujesz, że przód ciężarówki z impetem uderza w twoje ciało (a raczej ciało w którym się znajdujesz), odrzut jest tak mocny, że przelatujesz na przeciwległy pas, gdzie mocno uderzasz głową w kraweżnik. I w sumie.. Tak to się kończy. Nie czujesz już żadnej więzi z ta postacią. Wiesz, że jej nie ma, ale zamkniety w jej ciele dalej odczuwasz ten niemiłosierny ból i patrzysz jak wszystko w koło reaguje. Ludzie, auta, jeszcze wiecej ludzi, a w ich oczach strach, obrzydzenie...a nawet rozpacz.
Gwałtwonym ruchem Sean złapał sie pościeli swojego łóżka podnosząc sie do pozycji siedzącej. Chwile mu zeszło, zanim unormował oddech.. To jest za dużo, o wiele za dużo na niego. Nie wytrzyma dłuzej patrząc na śmierć ludzi. Trzymajac sie za głowe zaczął kurczowo wyrywać włosy.. "Czyżby był psychicznie chory? Komu normalnemu sni sie śmierć? Kto przy zdrowych zmysłach odczuwa takie rzeczy?"
Wiedział, że nie zaśnie juz tej nocy a miał po dziurki w nosie myśli kołatających mu w głowie. Jednym ruchem zgarnął kilka tabletek nasennych z szuflady, popił je i poszuł jak wreszcie odpływa w zasłuzone otepienie.
Kiedy się obudził, doszedł do wniosku, że to jedna z pierwszych spokojnych nocy od dawna. Postanowił częsciej używać tych tabletek. Popatrzył na godzine, dopiero 5.55.. Kurcze, kiedy on ostatnio obudził sie przed budzikiem? Postanowił ogarnąc się szybciej i zdążyć na wcześniejszy autobus. Może wpadnie gdzie w szkole tak rano na tą dziewczyne..
Szybkim ruchem spuścił nogi z lóżka i wstał. Nie przewidział jednak tego co sie stało później. Nogi pod nim sie ugieły i jak długi legł na komode rozcinając sobie bok. To dziwne, ale wylądował na podłodze nie był w stanie za bardzo sie ruszać.

________________________________________________________________
Kolejny rozdział napisany w trakcie natchnienia. Licze na szczere komentarze co o tym sądzicie :)