piątek, 6 lutego 2015

Wprowadzenie.

Jak każdego ranka Sean wstał ociężale z łóżka. Uważał, że marnuje swój czas na szkołę. Miał tyle pomysłów na spędzenie tego dnia, ale nie...musiał chodzić do szkoły. Gdyby nie jego matka, dawno już by zrezygnował. Jak każdy chce osiągnąć coś w życiu, chce być kimś w tym świecie. Jednak on doskonale zna schemat funkcjonowania tego państwa. Co z tego, że miał jakieś uzdolnienia, co z tego, że pragnął w życiu coś osiągnąć, co z tego, że miał chęci. Jego światem rządziły pieniądze, to na nich opierała się jego konstrukcja. Sean uważał się za zwykłego nastolatka, szarego człowieka w otaczającej go szarej rzeczywistości. Uważał się za bezwartościowy pionek w tej grze, którą było życie. Jednak pomimo wszystko starał się i walczył o lepsze jutro. Starał się jak tylko może rozwijać swoje umiejętności. Nie chciał tracić czasu na bezsensowne rozrywki. Robił co tylko może, by zawsze piąć się do przodu. Z każdym zakończonym dniem był dumny z siebie, że doszedł tak daleko jednocześnie pragnąc więcej i więcej. Jego rozwój stał się jego osobista obsesją, cholerna ambicja pchała go z każdym dniem do przodu. Nie przejmował się ludźmi, uważał, że tylko nawzajem hamujemy swój własny rozwój. Podróżował po tym świecie samotnie zbyt długo...Przyzwyczaił się do samotności tak bardzo, że już nawet nie odczuwał potrzeby obcowania z innymi. Od dziecka uczył się być twardy, musiał być twardy. Nie robił tego dla siebie, robił to dla własnej matki. Kiedy jego własny ojciec zaginął w niespodziewanych okolicznościach było im trudno. Nie lubił tego wspominać, wyparł z pamięci życie z ojcem. Musiał to zrobić, inaczej wciąż bolała by go jego strata, wciąż był by słaby, a nie mógł sobie na to pozwolić. Od tamtej pory pomagał matce jak mógł, starał się nie sprawiać jej żadnych kłopotów. Nie zawsze wszystko wychodziło zgodnie z planem.
Jednak jego życie, i  on sam, pewnego dnia zaczęły się zmieniać. Jego serce twarde jak kamień, przyzwyczajone na brak jakichkolwiek emocji zaczęło się otwierać. To jego sny ponownie otworzyły mu oczy, nadały barwy rzeczywistości. Wreszcie, od początku, dzięki nim zaczął uczyć się i poznawać emocje. 
Możecie pomyśleć, że to jest chore. "Jak sen o czyjeś śmierci może nadać barwę życiu? " Nie pojmiecie tego, tak jak sam Sean nie mógł tego pojąć. Do czasu.


________________________________________________


Postanowiłam, że napisze jeszcze jedno małe wprowadzenie zanim zabiorę się za kolejne rozdziały.Każdy komentarz jest mile widziany, liczę na wasze wsparcie.



1 komentarz:

  1. Naprawdę mi się podoba :) lubie takie klimaty czekam na więcej :) <3

    OdpowiedzUsuń